środa, 11 lipca 2018

Właścicielem być...

Niedawno w lokalnej gazecie ukazał się artykuł o nieuczciwych najemcach w Chełmie. Artykuł, po którym odebrałam wiele telefonów z zapytaniem: "Ania, to o tych u ciebie?". Nie. Nie jest to tekst o tym, co od kilku miesięcy stało się moją koszmarną rzeczywistością. Ale jest jakby kopią i nie dziwię się, że moi znajomi od razu rozpoznali w nim moją historię. Odniosę się zatem, skoro już wywołano mnie to tablicy...

Niedobrze nie mieć niczego. Trudno też mieć. Jeszcze trudniej zyskać na tym, co się ma. O czym piszę? O wynajmowaniu mieszkania. Z pozycji właściciela lokalu. Wynajęłam. Parę złotych się przyda – pomyślałam. Szkoda sprzedawać. I wtedy się zaczęło...

niedziela, 8 kwietnia 2018

KURTKA

Boże.... Jak bardzo można być blondynką?!?

Szczęśliwa byłam jak skowronek.
Kurteczkę sobie w ciuchu wypatrzyłam, śliczna, kremowa, bez skazy. Niedroga, aczkolwiek marka znana. No tylko brać!
Wzięłam.

Pomyślałam, że kurtę wyprać trzeba, bo wiadomo? Kto nosił, co w niej nosił i po co nosił?
Piorę.
Delikatne pranie nastawiłam. Ja. Blondynka.
Wyciągam z pralki.... jakieś wytłoczyny! Kurtki nagle tyle, że mi się w 2 garściach mieści. Cienka, ten cały ciepły wkład zbił się w jakieś grudki małe i po kurtce! Co za porażka....

piątek, 6 kwietnia 2018

BLONDYNKA

Bez dwóch zdań jestem blondynką...

Sezon rowerowy tuż tuż. Trzeba sprzęt przejrzeć, upewnić się czy wszystko działa, zanim na trasę ruszę.
Nie jestem typem majsterkowicza, więc postanowiłam zlecić sprawę fachowcowi. Jeden przez kilka dni nie odbierał, inny mnie zawiódł rok temu. Ale dopytuję kolegów na fb, polecają mi jednego pana. Wyszukuję numer, dzwonię.
I jak zawsze dialog:

Pan: Słucham?
Ja: Dzień dobry. Podobno nowy biznes pan otworzył? Kolega z fb mi pana polecił...
Pan: Bardzo mi miło. W czym mogę pomóc?
Ja: O przegląd mi chodzi....
Pan: Tak...? Ja: Zacznę od tego że podobno państwo dowożą i odwożą?
Pan: Nie.... Nie mamy takiej usługi.
Ja: O... to źle widocznie zapamiętałam... No to w takim razie sama jakoś dotrę...
Pan: Zapraszam. Kiedy pani będzie?
Ja: No nie wiem...po pracy tak jakoś....16?
Pan: Może być.... I co dokładnie robimy?
Ja: No przejrzy pan jak i co. Muszę być na sezon gotowa!
Pan: Oczywiście. Zrobię co w mojej mocy. A dokładnie to co przejrzymy?
Ja: No... po całości!
Pan: Aha....
Ja: Tylko pan zwróci uwagę na hydraulikę! Bo tak jakoś hydraulice nie ufam...
Pan: Na co?
Ja: No na hamulce...
Pan: Ale proszę panią.... To jest zakład fryzjerski!

Rozłączyłam się. Kurka, dwie cyfry przestawiłam i prawie rower ostrzygłam :D
Miłego dnia. Mimo wszystko ;)

czwartek, 5 kwietnia 2018

POŚWIĄTECZNIE

Święta święta i po świętach... (dupa jakaś opuchnięta... ;) )
Czas na dietę, słowo daję. Trzeba wreszcie wagę zrzucić! Tylko nie wiem jeszcze czy lepiej z okna czy z dachu skuteczniej? :p

Wczoraj zaliczyłam intensywny marsz po 4 miesiącach całkowitego nieróbstwa (uczciwe 8 km), dziś ćwiczę z Nikodemem z Youtube`a. Nie ma przebacz!
Dieta też uruchomiona, a jakże! Czytam wszystko jak leci! Ile mięsa jest w mięsie, ile kilokalorii ma marchewka surowa, a ile gotowana i co jeść żeby nie zjeść, a się najeść... A i tak nie mogę się powstrzymać, żeby nie zajrzeć do serniczka w lodówce i nie sprawdzić, czy mu tam za ciemno nie jest? ^^ Bogu dzięki syn łasuch prawie wszystko już przyswoił i nie ma mnie co kusić. Ale i tak łatwo nie będzie.
Może bym nie zaczynała tego dietowania, może bym oko przymknęła (Wiecie, że z zamkniętymi też się da zjeść serniczek i też smakuje? ;) ), ale...

Wtorek po świętach. Zbieram się rano do pracy. Pakuję: kawę, mleko do kawy, sernika kawałek bo żal by się zsychał, sałatkę w słoiczek bo co się ma zmarnować, chlebek bo poświęcony, mandarynki - wszak witaminki - itd itp...
Syn staje w drzwiach kuchni i stwierdza: "I pomyśleć że kiedyś zabierałaś do pracy tylko jeden mały jogurcik..." Cisza była taka, że słyszałam łopot własnych rzęs... Że go nie dopadłam i nie zabiłam to chyba efekt poświątecznej ociężałości! Ale....
Ale gula mi ruszył. Więc ruszyłam tyłek. Zmykam poaerobikować ;) Trzymajcie kciuki za wytrwałość!

ps. A jeden kawałek serniczka to ile tych serii przysiadów? Hmm...?

sobota, 31 marca 2018

PIZZA

Grrrr.... Pizzę zamówiłam.
Tak wiem, dieta miała być. Ale dieta to na wiosnę, a tu śnieg zapowiadają więc co mam robić? Trzeba o wałek dbać ;)
Dzwonię, zamawiam. Taką jaką lubię z kaparami. I koniecznie ten czosnkowy sos! Przyjmują, będzie za 45 minut. Czekam....

I jest! Tak! Ja "po domowemu" więc syn otwiera, płaci i niesie na pokoje. I kiedy już już mam ten boski posiłek spożyć.... No nie! Sosu czosnkowego nie dali. Tragedia!!!
Syn już dzioba otwiera, by gryźć ale nie nie nie! Mowy nie ma!! Chcę mój sos!

piątek, 30 marca 2018

DINOZAUR

Badania mi lekarz zlecił. Żaden szał - morfologia itd. Cóż począć, zwlekam się więc rano i przed pracą (na czczo, a jakże!) gnam. (Tu dodam, że "gnam" to mocno na wyrost – szyby pozamarzane w aucie, ledwo otwór na oko wyskrobałam to jedynie 15km/h jadę....). Dotaczam się, parkuję.
Chwila zastanowienia bo ślisko – ręczny na mrozie zaciągać czy nie zaciągać? Bo nigdy nie wiem... A kij, zaciągam (Jak zaciągnę i go popsuję, to przynajmniej wiadomo gdzie ten wrak jest, a jak nie zaciągnę to mi jeszcze pojedzie w nieznaną stronę i co mi z tego że hamulec sprawny jak nie wiem gdzie moje autko? Logiczne, że zaciągam!)

Wpadam do przychodni, spieszę się, bo za pół godziny w pracy być muszę. A posadzki ślissssskie.... Fajnie, jak się połamię to od razu można się zagipsować, wszak tu lekarze wszelkiej maści, a i rtg zrobią... Mądrze pomyślane! Dopadam schodów, na górę pędzę. Taaa.... Napędziłam :/
Dziadeczek przede mną lezie. Z jednej się trzyma poręczy, z drugiej kulę ma i jakoś tak nią wymachuje... Idziemy więc: człap...człap...człap... (no już bym pewnie z litr krwi oddała...) człap... człap...
Na półpiętrze sukces: Dziadeczek się kulą bliżej nogi podparł, ja włączyłam światło mijania i na styk go wyprzedzam. "Paaaaani.... która godzina jest?" - zasapał. "Siódma dwie"-odpowiadam. "A to dziękuję...". "Proszę".

czwartek, 29 marca 2018

MOŻE NAD MORZE?

Było to może trzy, może cztery lata temu...
Kilka dni zaległego urlopu, styczeń i wieczorna nuda przed tv. Nie... No ja i tv? Odpada! Skoro mam wolne, skoro jest zima i skoro jest chęć (a chęć jest zawsze!) to... może by tak skoczyć nad Bałtyk? Jak wymyśliłam, tak zrobiłam.

Czarnym zimowym świtem ruszam z chełmskiego dworca PKP. Jak zawsze żałuję, że znów coś wykombinowałam, bo jest wcześnie, zimno, a ja nie jestem typem skowronka. Grr... Ale już bliżej Lublina, kawy i pierwszych promieni słońca nastrój zwyżkuje. I już niebawem jestem w swym odwiecznym radosnym "Ahoj przygodo!" Podróż do Lublina mija w zasadzie nijak. Miła pani w przedziale gdzieś od Puław rozwija temat stosunków polsko-rosyjskich w świetle smoleńskich wydarzeń. "Modlić się pani kochana za to wszystko trzeba.... na kolanach i na grochu klęczeć.. koniec świata...koniec świata...". No Nostradamus mi się trafił :/ Będzie pewnie tak prorokować do samego Gdańska...

Tego dziecka powinno nie być...

Życie toczyło się jak w bajce. Dobry mąż, narodziny córki. Potem chwila strachu czy uda się utrzymać wybrany kurs i... Udało się. Urodził ...