Słonecznym popołudniem maszeruję jedną z głównych ulic miasta. Spacer. Rekonwalescencja.
Mijam leżącego obok ławki miłego pana, który w ciepłych promieniach jesieniego słonka uciął sobie drzemkę przy KRUS-ie. Czapeczkę sobie pod główkę podłożył, to mu nikt nie zakosi. Plecaczek natomiast beztrosko pozostawiony na ławce z pewnością w krótkim czasie zmieni właściciela... Ale cóż poradzić? Kontakt werbalny utrudniony, jeśli nie niemożliwy (jakieś "blablagluglu spieeeerrr...." - jedyne co zdołał wykrztusić). Zostawiam w spokoju. Nie będę się przecież spieeeerrr...ać ;)
Mijam ZUS i na horyzoncie dostrzegam sylwetkę męską, dorodnej postury. Facet dziarsko maszeruje, a na głowie ma... Koronę?!?
Ten blog to felieton dzienny. Nie ukrywam niczego. Piszę o tym co widzę, jak to widzę, czego doświadczam i jak to interpretuję. Bez ściemy, kurtuazji. Ze szczyptą ironii i dużą dozą poczucia humoru. Bez cenzury!
Autorka
Anna Mazurkiewicz
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozmowy z synem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozmowy z synem. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 16 października 2018
sobota, 18 sierpnia 2018
Lubelskie zaułki...
Gorące popołudnie, starówka Lublina. Idziemy z synem pod ścianami kamienic, byle tylko iść w cieniu. Bo w cieniu jest zaledwie 35 stopni, więc przyjemniej niż na słońcu. Koszulki nam się do pleców przykleiły. Nie! One się z ciałem scaliły. Tworzymy jedną, zbitą, parującą całość...
Ja, jak to ja, logiczna blondynka, niewiele już w tych warunkach myśląc, kawy dla orzeźwienia zapragnęłam. Kawiarnie wszelkiej maści minęłam, za to wchodzę do lokalu zwanego browarem i tam właśnie zamierzam się kawy napić. A skoro to kamienica, a browar to jakby piwnica, to spodziewam się chłodu (z mchem na ścianach włącznie). Zaskakuje mnie napis przy drzwiach, że "z balkonu widok na zamek – atrakcja!", ale co tam. Nie zważam, wchodzimy.
Ja, jak to ja, logiczna blondynka, niewiele już w tych warunkach myśląc, kawy dla orzeźwienia zapragnęłam. Kawiarnie wszelkiej maści minęłam, za to wchodzę do lokalu zwanego browarem i tam właśnie zamierzam się kawy napić. A skoro to kamienica, a browar to jakby piwnica, to spodziewam się chłodu (z mchem na ścianach włącznie). Zaskakuje mnie napis przy drzwiach, że "z balkonu widok na zamek – atrakcja!", ale co tam. Nie zważam, wchodzimy.
sobota, 31 marca 2018
PIZZA
Grrrr....
Pizzę zamówiłam.Tak wiem, dieta miała być. Ale dieta to na wiosnę, a tu śnieg zapowiadają więc co mam robić? Trzeba o wałek dbać ;)
Dzwonię, zamawiam. Taką jaką lubię z kaparami. I koniecznie ten czosnkowy sos! Przyjmują, będzie za 45 minut. Czekam....
I jest! Tak! Ja "po domowemu" więc syn otwiera, płaci i niesie na pokoje. I kiedy już już mam ten boski posiłek spożyć.... No nie! Sosu czosnkowego nie dali. Tragedia!!!
Syn już dzioba otwiera, by gryźć ale nie nie nie! Mowy nie ma!! Chcę mój sos!
wtorek, 27 marca 2018
TRIDUUM
Trzy dni moje (kolejnych już się boję!)Sobota.
Wbrew piątkowej deklaracji o niepodległości i leżeniu - sprzątam. Okna umyte, łazienka wyszorowana, podłoga lśni. Stoję półżywa po kilku godzinach przedświątecznej walki w przedpokoju, dumna. Piękny moment. Obok syn (brał czynny udział w tej walce). Trwa to może kilka sekund.
Po chwili zauważam jak mój kochany koteczek wsadził nos w świeżo umytą szybę i zostawił na niej mokry ślad... Za moment odbicia łapek... Moje usta z wolna przybierają kształt podkowy (nie oszukujmy się - podkowa do dołu). Kątem oka zauważam, że druga kosmata bestia zmierza w stronę łazienki. Na bank albo skłaczy wannę czarnym futrem albo urządzi sobie radosne wykopki w kuwecie ze żwirem! Słabo mi...
Syn - istota bystra - widząc mój stan i niechybnie zmierzający ku nam czworonożny kres porządku, zwraca błyskawicznie mój korpus w stronę idealnie jeszcze czystej łazienki i szepce: "Patrz mamo! Ciesz się chwilą!"
(Znikąd ratunku. Sama te koty do domu przywlekłam...)
Niedziela.
Stoję przed lustrem i mierzę nowo nabytą skórzaną sukienkę. No sam seks! ;) Dumna z siebie i tego co widzę drę dzioba, by syn wyjrzał i ocenił. Na darmo się drę, wszak on w tych ekskluzywnych słuchawkach nie słyszy nic.
Idę więc, drzwi otwieram, czekam na kontakt wzrokowy i pytam: "No jak?" Syn: Co jak? Ja: No kiecka...Fajna? Kupiłam! Patrz jakie ma wiązanie, jak mięciutka... (tu walory wszelakie zliczam)
Syn: Wiesz.... Tak mnie to jara jak Ciebie moje nowe gry...
Jak nigdy w lot zrozumiałam jego brak zrozumienia ;)
(Znikąd ratunku. Męskiej natury i tak nie przeskoczę...)
Poniedziałek w pracy.
Godzina szczytu, czyli 13-ta. Jest już za późno by myśleć o pracy, a za wcześnie by myśleć o wyjściu... Marazm. Nostalgia. Cisza. Patrzę tępo przed siebie, koleżanka nie wygląda wcale lepiej. W pewnym momencie nasze spojrzenia się krzyżują. Błysk porozumienia w oczach. I wtedy ona tak pięknie do mnie rzecze: "Już 13-ta... W PRL-u by już pił..."
(Znikąd ratunku. Trzeba do końca dniówki jakoś przetrwać... ;) )
Wtorku miłego (choć znikąd ratunku) życzę :)
piątek, 23 marca 2018
WSPOMNIENIE
A jeszcze niedawno było Boże Narodzenie...Popołudnie. Syn odkurza, ja w kuchni. Drze się, więc lecę.
On: Robisz coś? Nie czekając na moją odpowiedź stwierdza: A, robisz. Masz całe skarpety w mące... (No co? Rybę smażę :D)
Pytam czego chce, bo się tam w kuchni pali, a on że spoko, że w sumie nic. Koty tylko połowę bombek pozwały z choinki... Ja, że spoko, się powiesi na nowo...
Wychodzę i zostawiam go w pokoju z dziwnym wyrazem twarzy.
Stoję nad patelnią kiedy wchodzi do kuchni i obwieszcza: "Wiesz...chcę ci coś powiedzieć... Wszystko się u nas zmieniło odkąd wróciłaś z sanatorium... Można teraz w domu zakląć, chodzić cały dzień w pidżamie i nie ścielić łóżka... A Tobie to nie przeszkadza... nic nie przeszkadza, nie denerwujesz się, nie krzyczysz... I tak luźniej w domu jest i przyjemniej i ja się teraz to tak swobodnie czuję..."
Gapię się zaskoczona, zerkam przez ramię czy ma zaścielone łóżko... A skąd! Barłóg, faktycznie!).
A ten kontynuuje: "...i nawet słowem nie skomentowałaś, że poszedłem do kina w górze od pidżamy..." Słodki Jezu! Serio?!?
Rozważam czy ponownie do sanatorium pojechać. Ja tam chyba połowę mózgu zostawiłam. Albo osobowość zmieniłam. Strach to powtórzyć, bo co będzie jeśli po moim powrocie syn zacznie chodzić do kina także w dole od pidżamy, a mi to przeszkadzać nie będzie?
(Znajomych nie poznaję... pidżamy od bluzy nie odróżniam... ech...)
Matko, ryba mi się pali!!!
wtorek, 20 marca 2018
Z cyklu
Rozmowy z synem:
Ja: Syyyyyynuuuuuuu...... Przynieś mamusi krem z łazieeeeeenkiiiii
Syn: Któóóóóry?
Ja: No ten do nóg
Syn: (gwugdssdszdfhyt – bliżej niezidentyfikowane dźwięki)
Ja: Masz?
Syn: No nie mam. Nie widzę tego do stóp...
Ja: Ale nie do stóp synu. Do stóp mam w pokoju i przez to przyjść nie mogę bo nakremowałam je właśnie.
Syn: To jaki niby chcesz krem?
Ja: Dawaj ten taki....Oj dobra, balsam mi podaj.
Syn: Baaaalsammm.....baaaaalsam....
Ja: No....?
Syn: Oj ku.... Nie wiem który! Ten?
Ja: Co ten? To krem ujędrniający do biustu! Dawaj balsam. W białej tubie.
Syn: W białej tubie.... To?
Ja: To żel wyszczuplający do ud. A ja chcę łydkę nakremować!
Syn: Boże! Ile można mieć kremów?!? Ja mam jeden do twarzy i jest git!
Ja: No jak ile? Wszystkie! Do twarzy różne, pod oczy, w okolice ust, na szyję, na dekolt, do biustu, na brzuch i uda, na pośladki, na stopy, na dłonie, na usta, o balsamach i mleczkach nie wspominając!
Syn: W głowie mi się od tego kręci... Daj spokój. A nie można tak jednego do wszystkiego?
Ja: Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego!
Syn: To po czym odróżnić który do czego? Ja tych napisów nie będę czytał!
Ja: No dziecko, po wielkości! Patrz: ten pod oczy malusi jak oczy, ten na szyję większy jak szyja, do rąk czy stóp średni jak one, a do ud jeszcze większy bo udo większe...
Syn: A ten w wiaderku?
W tym momencie obejrzał mnie od stóp do głów. Oko w pewnym miejscu zawiesił i rzecze: Aaaaa.....to wiem, wiem. Nie musisz mówić. Od razu widzę!
No zabić to za mało :/
;)
Ja: Syyyyyynuuuuuuu...... Przynieś mamusi krem z łazieeeeeenkiiiii
Syn: Któóóóóry?
Ja: No ten do nóg
Syn: (gwugdssdszdfhyt – bliżej niezidentyfikowane dźwięki)
Ja: Masz?
Syn: No nie mam. Nie widzę tego do stóp...
Ja: Ale nie do stóp synu. Do stóp mam w pokoju i przez to przyjść nie mogę bo nakremowałam je właśnie.
Syn: To jaki niby chcesz krem?
Ja: Dawaj ten taki....Oj dobra, balsam mi podaj.
Syn: Baaaalsammm.....baaaaalsam....
Ja: No....?
Syn: Oj ku.... Nie wiem który! Ten?
Ja: Co ten? To krem ujędrniający do biustu! Dawaj balsam. W białej tubie.
Syn: W białej tubie.... To?
Ja: To żel wyszczuplający do ud. A ja chcę łydkę nakremować!
Syn: Boże! Ile można mieć kremów?!? Ja mam jeden do twarzy i jest git!
Ja: No jak ile? Wszystkie! Do twarzy różne, pod oczy, w okolice ust, na szyję, na dekolt, do biustu, na brzuch i uda, na pośladki, na stopy, na dłonie, na usta, o balsamach i mleczkach nie wspominając!
Syn: W głowie mi się od tego kręci... Daj spokój. A nie można tak jednego do wszystkiego?
Ja: Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego!
Syn: To po czym odróżnić który do czego? Ja tych napisów nie będę czytał!
Ja: No dziecko, po wielkości! Patrz: ten pod oczy malusi jak oczy, ten na szyję większy jak szyja, do rąk czy stóp średni jak one, a do ud jeszcze większy bo udo większe...
Syn: A ten w wiaderku?
W tym momencie obejrzał mnie od stóp do głów. Oko w pewnym miejscu zawiesił i rzecze: Aaaaa.....to wiem, wiem. Nie musisz mówić. Od razu widzę!
No zabić to za mało :/
;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Tego dziecka powinno nie być...
Życie toczyło się jak w bajce. Dobry mąż, narodziny córki. Potem chwila strachu czy uda się utrzymać wybrany kurs i... Udało się. Urodził ...
-
Zadumałam się. Przypomniał mi się piękny dzieciństwa czas... Wasze mamy też Wam kołysanki śpiewały? Bo ja pamiętam muzykę już od kołyski....
-
Sobotnia noc, disco w stylu lat 80-tych. Parkiet pełen ludzi i wówczas podchodzi do mnie "ON". Nie nie, żaden tam mój typ. Zwy...
-
Byliśmy z nim wszędzie…. - zaczęła opowieść gładząc włosy sześcioletniego syna – wszędzie… Pani wie jak to jest? Rodzi się dziecko. Norm...


