Z cyklu: Codzienne rozmowy z synem
Sytuacja: Ja w pracy, syn w sklepie. Syn dzwoni i dopytuje:
- Mam mleko, jajka, pomidory, ser.... Zapomniałem o czymś?
Ja: Nie, chyba nie...
Syn: To co, mogę iść do kasy?
Ja: No idź... A nie, czekaj! A pasztety jakieś są?
Syn: No są...są...
Ja: To weź może ze dwa...?
Syn: Nie wiem czy mogę... Uprowadzenie jest chyba w tym kraju karalne...?
I znów wymiękłam :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz