piątek, 26 stycznia 2018

DYREKTOR

Uwaga: Post NIE JEST dla osób estetycznie wrażliwych. Ostrzegam nim przeczytają!

Nie wiem. Doprawdy nie wiem gdzie leży granica pomiędzy dobrym wychowaniem a brakiem kultury...

Sytuacja z życia wzięta: pogrzeb ("z życia wzięta" – zgrzytnęło, prawda?). Chłodno jest, wszak zima. Stoimy już nad miejscem pochówku lekko przestępując z nogi na nogę, zacierając ukradkiem ręce. Większość jest tu z obowiązku, bo to znajoma z pracy, wypadało być, ale rozpaczy nie ma. W rozpaczy jest i jeszcze długo będzie rodzina zmarłej. My chcemy dopełnić obowiązku i po wszystkim wyjść. Takie życie.

Kurcze jak wieje... Ziąb. Nie przyjechałam wtedy autkiem, bo takowego nie miałam. Miałam już w myślach półgodzinny marsz w chłodzie do domu. A tu taki traf – sam pan dyrektor zagaja, że "może kogoś podwieźć?". Pytam czy w stronę Dyrekcji (nazwa mojego osiedla) nie jedzie? A jedzie, jedzie. Zabieramy się więc z nim – ja i moja koleżanka Małgośka.
Z przyjemnością rozsiadam się w wygodnym przednim fotelu. Zaraz zacznie grzać, zaraz będzie cieplutko. Zmarzliśmy. Najpierw odwieziemy Małgosię, a potem mnie. Niby z pogrzebu wracamy, ale tematu już luźne, wesoło nam powiedziałabym. Człowiek jednak trzyma się mocno życia i nie lubi trwać w przygnębieniu...

środa, 24 stycznia 2018

PODRÓŻE KSZTAŁCĄ

Studiowałam swego czasu w Krakowie. Podróże koleją na trasie Lublin – Kraków to skarbnica wszelakiej maści przygód, zdarzeń, znajomości. Długo by opowiadać. Wrzucę tylko kilka wątków. Takich, które uważam za najbardziej godne upamiętnienia...

Pamiętam krzewiciela zdrowego żywienia. Pan przed pierwsze 2 godziny perorował na temat wartości odżywczych rodzimych warzyw. Półuchem go słuchałam, ale reszta pasażerów dość ochoczo w konwersacji uczestniczyła. Do czasu aż... mężczyzna wyjął kanapkę i 2 obrane cebule, które jadł niczym jabłka. Patrzeć było trudno, ale wąchać... A to zima była, komplet ośmioosobowy w przedziale, grzali niczym w saunie, a okna zabite na amen.
Do dziś cebuli nie ruszę. Uraz mam na wieki wieków. Amen.

Pamiętam jak gdzieś jeszcze przed Lublinem starsza pani zapytała mnie cichutko: Przepraszam czy w Chełmie jest bieżąca woda? Bo ja mam trochę w butelce, ale bym w pociągu jeszcze nabrała... Pytanie co najmniej dziwne. Oczywiście, że jest. A czy żołnierze na dworcu są? Oczywiście, że nie ma. Uznałam, że to wariatka jakaś albo staruszce się od seriali w głowie pomieszało. A jednak nie do końca...

piątek, 19 stycznia 2018

STÓWKA

Dzwoni moja najemczyni (mieszkanko po babci). I zaczyna:
Ona: Pani chora Pani Aniu?
Ja: Tak, na zwolnieniu...
Ona: Bo wie Pani... Ja Pani nie zapłaciłam tego 10-go 100zł. bośmy nie mieli, ale dopłacić jak najszybciej wiemy że trzeba... I....
Ja: I...?
Ona: I Pani Aniu takie szczęście! Szafę Pani babci - co to ją Pani dziadek robił i nieruszana stoi ze 40 lat - odsunęłam z mamą, żeby zza niej kurz odkurzyć i Pani wierzy? - 100zł. pod nią było!!! 100zł.! Mam już jak Pani dopłacić! Cieszy się Pani?

No jak cholera się cieszę.... :D
(Szczerość w sumie fajna rzecz... Leżę i nie wierzę... ;))

środa, 10 stycznia 2018

A JA WOLĘ MOJĄ MAMĘ...

Z mamą jadę. Autkiem.
Mamusia moja niezmotoryzowana jest, na przepisach się nieznająca, ale za to chętnie komentuje poczynania kierowców. Sama prawka nie ma. Ale po co prawko osobie tak wszechstronnie obeznanej? ;)

Jedziemy. Spokojna jestem, nie dam się. Mamusia co raz: "Wolniej jedź, bo nas zabijesz!", "Szybciej jedź, co się tak wleczesz?", "Skręcaj!", "Po co ty tu skręcasz?" - rzuca. Nie reaguję, jadę, nie słucham. Szacunek do starszych mi wpojono, synowi sama wpajam, więc nie rzucam mięsem, nie zgrzytam zębami, znoszę. Chełm jest mały, przetrwam, zaraz dotrzemy.

piątek, 5 stycznia 2018

STOMATOLOG 2

Bo najważniejsze, "aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa" (czyli stomatologii ciąg dalszy ;) )

Wyszłam z przychodni stomatologicznej. Dobrze jest, z głowy. Wtem telefon. Ech, ciemno, zimno, nie lubię. Ale odbieram (numer nieznany). Kobieta. Coś tam chce zaproponować. O nie! Nie chcę, nie kupię, mam, nie potrzebuję! Ale o dziwo mówi coś o darmowych zabiegach, rehabilitacji itd. No dobrze. To słucham. Nawet niegłupio zabrzmiało. Znaczy mogę chcieć przyjść. I akurat (prawie cud) wolny termin mam. Idzie doskonale, aż do momentu w którym kobieta chce bym podała imię i nazwisko w celu zapisania mnie na listę. Do tej pory mówiła ona, ja tylko "aha aha". Teraz moja kolej. A tu pół szczęki znieczulone i język drętwy. I idzie jak po grudzie...

wtorek, 2 stycznia 2018

STOMATOLOG

Stomatolog... czyli o tym jak i kiedy rozmawiać ;)

Przyjeżdżam na czas. I już od progu wiadomo, że jest opóźnienie. Duuuże.
Nic to. Staję w poczekalni, bo miejsc siedzących brak. Nie szkodzi. Cały dzień w pracy siedziałam. Obserwuję. A jest kogo. Dzieci: te nieświadome bawią się zabawkami z kosza w kąciku, te świadome już wycierają zasmarkane nosy w rękawy. Wiedzą co je czeka. Młodzież blada (zwłaszcza płeć męska), wzrok skupia na ekranie telefonu. Jednak uszy z czułością radaru rejestrują każdy dźwięk dochodzący zza drzwi gabinetu. A dźwięk jest piękny: świdrujący, czysty, przenikający jestestwo. Raz zaznasz, a z niczym nie pomylisz ;) Starszych jak na lekarstwo. Możliwe, że wyrwali już wszystko co wyrwać można było, to po co tu tkwić? A wszyscy jakby bliżej siebie, jakby jeden przy drugim, jakby się chcieli skryć...

Pytam uprzejmie "pomoc stomatologiczną" jak daleko w tej kolejce jestem. Pani na to, że w teorii trzecia, w praktyce nie wiadomo, bo tu każdy "z czymś" jest. Kobieta znika w gabinecie zostawiając mnie z myślą z "czym" być tu powinnam. Z załącznikiem?

czwartek, 28 grudnia 2017

ZIMA

Ktoś chciał długo? Będzie długo.
Bo krótko na ten temat się nie da. A jaki? A taki że: Nienawidzę lata...

Uczciwie mówię: Nie trawię. Nie żebym się jakoś specjalnie pociła, czy że mnie słońce poparzyło i teraz mam uraz. Nie żebym narzekała na pełne ciepła długie dni, ciepłą wodę w jeziorze i zapach rozgrzanych słońcem łąk. Nie. Ja tych letnich gorących cholernych nocy nie znoszę! Dlaczego? Otóż wyjaśniam:

Wyobraźcie to sobie: Jest lato. Upalne dni. Do pracy chodzić trzeba, wszak szkoła już dawno za mną i niestety wakacji nie mam. W pracy ledwo dycham, a robić trzeba. I byle do końca dnia. Potem jakieś zakupy, jakiś rower, jakieś domowe sprawy, prysznic i spać. Bo człowiek zmarnowany, wykończony, jak mucha pada, a rano znów wstać trzeba. Ale nie...ale nie...

Tego dziecka powinno nie być...

Życie toczyło się jak w bajce. Dobry mąż, narodziny córki. Potem chwila strachu czy uda się utrzymać wybrany kurs i... Udało się. Urodził ...